
(na podstawie wspomnień Janiny Rockiej)
Huk był tak potężny, że nawet teraz, choć od wybuchu wojny minęło już prawie 70 lat, nie można go z niczym porównać. 25 września wojska niemieckie szturmowały Mokotów od strony południowej i zachodniej. Dziewięcioletnia Janina Rocka, wtedy jeszcze Sikora, razem z całą rodziną schowała się w piwnicy przy ul. Bluszczańskiej. Mama Apolonia Sikora poszła po mleko dla dzieci do Wandy i Henryka Rockich. Długo nie wracała, została ranna. Zabrali ją do szpitala. Jej mąż Antoś Sikora był wtedy na dyżurze w Stacji Pomp Rzecznych Wodociągów Warszawskich. Mama przez kilka tygodni nie wracała, Janiną i jej bratem Jurkiem opiekował się tata i babcia Franciszka Pisaniec z Janowskich (siostra Kacpra Janowskiego, córka Józefy i Franciszka Janowskich).
"Podczas okupacji było spokojnie, żadnych łapanek. Może to wszystko dzięki objawieniu? Na pewno jakaś opatrzność nad nami czuwała – opowiada pani Janina. Raz tylko, jak chłopaki sobie popili wieczorem i siedzieli na wozach w okolicach kapliczki na skrzyżowaniu Gościńca i Polskiej, to patrol niemiecki ich zgarnął i potem słuch o nich zaginął. Raz też jeden z uciekinierów, których "własowcy" zatrzymali przy stacji pomp dobiegł na Siekierki, to Niemiec szukał go na motorze. Serie z karabinu w sady walił. Piaskarze wieczorem go na drugi brzeg przewieźli."
W 1944 roku Niemcy wyrzucili ich z domu przy Bluszczańskiej, bo obok artyleria przeciwlotnicza ustawiła swoje stanowisko. Był wielki reflektor, maszyna podsłuchowa. "Czasami, gdy na posterunku zostawał tylko starszy Niemiec, bo reszta żołnierzy na miasto chodziła, to razem z Jurkiem (bratem) i Wandzią (kuzynką) zakładaliśmy te słuchawki i bujaliśmy się na tej maszynie jak na karuzeli!" - opowiada ze śmiechem pani Janina. Po dwóch miesiącach wrócili do domu na Bluszczańską. Wybuchło powstanie, a potem wysiedlenie 24 sierpnia. Cała rodzina uciekała najpierw na Chełmską, potem do Czerniakowa. Wrócili po wyzwoleniu na Bluszczańską, gdzie pani Janina mieszka do dziś.