Korzenie Siekierek Strona Główna historia pisana losami rodzin Rodziny Siekierkowskie
HistoriaTeleport FotograficznyTeatrFilmMalarstwoRetrospekcje
wybierz mapę
Grzelcowie, Marianna i Piotr
(na podstawie wspomnień Kazimierza i Jadwigi Grzelec)

Pochodzenie
Według rodzinnych przekazów ród Grzelców wziął się na Siekierkach z Legionów Dąbrowskiego. "Siekierki i Czerniaków wywodzą się od legionów Dąbrowskiego. Na przełomie 1807/1808 w różnych potyczkach podwarszawskich dużo rannych było i dla nich pewien hrabia na Czerniakowie osadę założył, a drugi na Siekierkach folwark."- wspomina opowieść wysłuchaną na jednym z kazań w kościele oo. Bernardynów Kazimierz Grzelec. Dziadek Piotr Grzelec miał dużą działkę na "dwie strony" od ulicy siekierkowskiej, aż do ulicy Kątnej. Razem z Marianną z Adamczyków mieli 4 synów (Józefa, Antoniego, Wojciecha i Aleksandra) i pomiędzy nimi 3 córki. Tak jak większość rodzin siekierkowskich zajmowali się rolnictwem. Najmłodszy syn Józef ożenił się z Salomeą z Pisańców. Zamieszkali w domu, gdzie ona wraz z czworgiem rodzeństwa (Edwardem, Stanisławem, Władysławą i Konstantym) się wychowała, przy ulicy Gościniec. Natomiast przy Siekierkowskiej 3 został brat dziadka Józefa Antoni Grzelec.

Łyżwy i kable
Rozpętała się II wojna światowa. Dwie niemieckie stacjonarne baterie przeciwlotnicze stanęły przy ul. Czerniakowskiej (tu gdzie teraz jest Kopiec Powstania Warszawskiego), a na Gościńcu i na Bluszczańskiej pojawiły wielkie okablowane, reflektory z własną prądnicą, też niemiecką. Raz na tydzień żołnierze niemieccy konia brali od Józefa na tzw. "obróbek". Kazimierz, młodszy syn Józefa do dziś zna wszystkie typy niemieckich samolotów. "Na Siekierkach podczas okupacji musiało być spokojnie, bo tu masa wojska stała. Na Podchorążych, 22 listopada, Szwoleżerów przeładowane oddziały stacjonowały i wszyscy na ćwiczenia na Siekierki - opowiada. Tylko bruk codziennie rano i wieczorem huczał. A tam gdzie sady, gdzie forta ćwiczenia piloci mieli, pikowanie, nurkowanie, a huk był niesamowity". Podczas bombardowań getta z lotniska na Bielanach nawet po 10 kursów dziennie się odbywało. Kazimierz getto zapamiętał właśnie takie. Kupa gruzów, szkoła na Stawkach, Umshlagplatz, kościół św. Augustyna, a wokół ...księżycowy krajobraz.

Na Siekierkach żołnierze niemieccy pojawili sie w 1941r. Zajeli nowo wybudowaną szkołę przy ul. Gościniec. Cała zbieranina tam była: Ukraińcy, Łotysze. Białorusini i Litwini. "Wie Pani jak to w wojsku, wyszedł ze szpitala to później jeszcze miesiąc, dwa dostał taki czas na rekonwalescencję, tu na fortach ćwiczyli wtedy dopóki lekarze nie orzekli, że już jest gotowy na front." - tłumaczy Kazimierz Grzelec. Dzieci po domach się uczyły, u Janowskich, w dawnym przedszkolu, u Raszplewiczów. Dyrektorem był wtedy Teofil Budzanowski, żołnierz AK, ps. "TUM", późniejszy dowódca V Zgrupowania AK walczącego na Czerniakowie-Powiślu. "... i ten piec u pana Teofila Budzanowskiego – wspomina starszy syn Józefa Grzelca, Władysław - gdzie mieliśmy lekcje, był wypróżniony ze wszystkich niezbędnych cegieł i tam były pomoce naukowe, mapy polskie, alfabet morsa, globus, radiostacja i taki bęben był z kablem - to wszytko przerabialiśmy jako przyszli łącznicy, chociaż o powstaniu nikt nie mówił w ogóle, bo to był 1943 rok." Latem chodzili nad Wisłę, a zimą na sanki i łyży, na Wilanówkę, Niemcy bawili się z nimi. "Do drewniaków przymocowałem łyżwy tzw. "śniegórki"- opowiada Władysław Grzelec - A dowódca tych Niemców ze szkoły Herman to naprawdę ładnie na łyżwach jeździł. Kiedyś dał mi je na chwilkę. Były trochę za duże, ale ja tam wepchnąłem coś i mu pokazałem jak na tych łyżwach się jeździ. To się zastanowił usiadł sobie i tak mówi: "jesteś zdolnych chłopak".

Wysiedlenie
23 sierpnia 1944 roku matka wysłała Kazika na zwiady, aby zobaczył ilu mężczyzna stawiło się na ogłoszoną przez Niemców zbiórkę w szkole. Niewielu. Ojciec Józef Grzelec przeszedł dwie wojny to już wiedział, gdzie się chować - w sienniku. Brat, 4 lata starszy, na strychu. Kazimierz miał osiem lat, więc był nietykalny." Siostra Józefa Grzelca pomogła wóz zaprzęgnąć, jakąś pierzynę wzięli i zaraz po wyprowadzeniu mężczyzn ruszyły w stronę Augustówki na Korzenną do Karczewskich. Ulica Gościniec paliła się wtedy już z obu stron. Potem do Małkowskich, pod wiśnie na 2 tygodnie i do Powsina do folwarku, tam do stodoły. Potem do Józefosławia pod Piasecznem, a na zimę do Milanówka, do stryja.

Samotne kominy
Jak Niemcy jeszcze stali na Siekierkach zaraz po powstaniu Józef Grzelec przepustkę dostał. Pojechali na Siekierki z babką Marianną. Jak wracali to co i raz mdlała na wozie. Po zakopanych kilka dni temu dwóch butelkach po mleku nie było śladu. Butelki byłt wypełnione złotymi rublami. Po wojnie całą rodziną mieszkali u Świderskiego na Polskiej w ocalałym domu. Pustka, wypalone murowane domy bez dachów, a najwięcej samotnych kominów sterczących. Resztki po drewnianych chatach. Taki widok zastali po powrocie już w wolnym kraju. Mleko z krów do Warszawy na sprzedaż wozili, a koń do roboty przy stawianiu fińskich domków pomagał. "Praca jakaś była to się rozkręciło." - wspomina Kazimierz. W bunkrze u Edka Pisańca znaleźli kosz skórek z chleba już spleśniałych, ale jedli, aż zęby trzeszczały. Pierwsza wiosna dała im poczucie samodzielności. Jabłka, wiśnie mieli, a do Piaseckich się na gruszki chodzili. Ojciec mieszkanie na Kątnej powoli szykował.

Ziemniaki z garnka
Państwo Kazimierz i Jadwiga mieszkają teraz przy Siekierkowskiej, na dawnej posesji przy Kątnej został brat Władysław. Rodzina Jadwigi w czasie wojny też uciekała z Siekierek, ojciec (z Małkowskich) został zabrany, a mama (z Wardeckich) z siostrami na Wolicy spędziły koniec wojny. Potem tuż po zakończeniu wojny mieszkali w szkole podstawowej. Jedna siostra pilnowała dzieci, a reszta po polach chodziła, szukali czegoś zmarzniętego, to szczaw zbierali nad Wisłą, jak chleb zdobyli to nie wiedzieli jak kroić. Z gotującej zupy dzieci potrafiły gorące jeszcze ziemniaki z garnka wyjąć i zjeść. To była gehenna.