
Na rogu ulicy Gościniec Kacper Janowski wraz ze swoją żoną Genowefą prowadzili karczmę. Na zewnątrz i w środku stały stoliki, można było najeść i napić się do syta. Przepyszny sok jabłkowy z cynamonem, świeżo warzone, chmielne piwo oraz ciepła szarlotka ze śmietaną były obowiązkowe w każdym zamówieniu. Wszędzie było tu czyściutko i gwarno.